W wieku 2 lat Anthony Miller ledwo potrafił utrzymać czerwoną kredkę.

Ten pierwszy niezdarny ślad, niemal bazgroł, jest punktem wyjścia filmu, który stał się wiralem: 17 lat rysunków skompresowanych do kilku sekund, jeden po drugim, aż docieramy do czegoś, co nie wygląda już jak rysunek. Portrety, które tworzy dziś, w wieku 19 lat, mają tyle szczegółów, że trudno uwierzyć, iż nie są fotografiami. Każda linia, każdy cień, każda faktura skóry wydają się obliczone z chirurgiczną precyzją.

Format „rozwoju artystycznego” krąży od 2023 roku i niemal stanowi osobny gatunek w mediach społecznościowych, ale przypadek Anthony’ego przełamuje typową krzywą. Odległość między jego pierwszym a najnowszym rysunkiem nie jest mierzona poprawą — mierzy się ją latami cichej praktyki, powtarzaniem tego samego gestu tysiące razy, aż jego dłoń przestaje się wahać. I właśnie to pytanie pozostaje w głowie każdego, kto ogląda film: ile z tego to talent, a ile zwykły upór?
Zobacz zdjęcia w jego poście:
