Joan Rivet, 82, szykowała się do snu 1 czerwca, gdy źle postawiła krok. Wpadła do własnej wanny w swoim górskim domu w Karolinie Północnej i nie mogła się z niej wydostać. Jej telefon znajdował się poza łazienką. Tak samo jak jej kotka Phoebe, która przez kilka dni miauczała przy drzwiach, nie słyszana przez nikogo innego.

Przez dziewięć dni Rivet traciła poczucie czasu między światłem a ciemnością. Nie miała w zasięgu ręki jedzenia ani wody, dopóki nie odkryła, że może odkręcić kran stopą i ochlapywać twarz, by wypić wystarczającą ilość wody. Ból spowodowany urazem pleców był nieustanny, ale wciąż powtarzała tę samą prośbę: „Panie, pomóż mi”.

Jej brat Bill Lesko, który mieszka pięć godzin drogi stamtąd, zauważył, że coś jest nie tak, gdy przestała odbierać jego cotygodniowe telefony. Dzięki jego wytrwałości szeryf hrabstwa Haywood znalazł ją półprzytomną 10 czerwca. Dziś dochodzi do siebie dzięki fizjoterapii i mówi, że nigdy nie straciła wiary, iż ktoś znajdzie ją żywą.
