Antonela Roccuzzo nie przegapiła ani sekundy.
Na trybunach, u boku Celii Cuccittini, matki Lionela Messiego, z sercem w gardle oglądała, jak jej mąż zdobywa bramkę dla reprezentacji Argentyny. Był to pożegnalny mecz z Beninem, noc, która przypominała koniec pewnej epoki, a dwie kobiety, które zawsze były u jego boku, były tam, celebrując każdą chwilę, jakby przeżywały ją po raz pierwszy.

Bo za każdym tytułem, każdym rekordem i każdą bramką stoją ludzie, którzy znoszą podróże, kontuzje i nieobecności. Jedną z nich jest matka, która patrzyła, jak stawiał pierwsze kroki z piłką; drugą — partnerka, która znała go, gdy był dzieckiem, i dziś daje mu dom. Obie są w tej samej drużynie — tej, która nigdy się nie zmienia 🇦🇷❤️

