Darren Harris miał 33 lata, gdy dotknął panelu elektrycznego, którego nikt nie powinien był dotykać. Był 2020 rok, w opuszczonym budynku w Wolverhampton, i wierzył, że prąd został odcięty. Tak nie było: 11,000 woltów — dość energii, by zasilić 980 domów i 78 fabryk — w jednej chwili przeszyło jego ciało. Lekarze uznali go za klinicznie martwego przez 14 minut. Tej nocy umarł dwa razy.

Kiedy wrócił do życia, zniszczenia były druzgocące. Oparzenia trzeciego stopnia na połowie ciała, przedramiona zwęglone aż do kości, 29 dni w śpiączce. Potem przyszły trzy epizody sepsy, całkowita niewydolność nerek i ponad 33 operacje: przeszczepy skóry z nóg, by odbudować brzuch, twarz i ramiona. Stracił oboje uszu i część nosa. Fizyczny ból był potworny, ale tym, co niemal go pokonało, było to, czego nie widać: zespół stresu pourazowego, którego nikt nie mógł dostrzec z zewnątrz.


Dziś Darren mieszka w Middlesbrough i wciąż walczy. Potrzebuje operacji rekonstrukcji twarzy, która kosztuje około 130,000 dolarów, a dzięki zbiórce crowdfundingowej udało mu się już zebrać blisko 20,000. Nie prosi o litość — prosi o szansę, by spojrzeć w lustro i rozpoznać samego siebie. Po wszystkim, co przetrwał, wydaje się to najmniejszym z tego, na co zasługuje.

