Fabio Santana nie musiał wiele mówić. Wystarczyło, że wyszedł na boisko.
Były kombatant z Malvinas miał za zadanie zaśpiewać argentyński hymn narodowy przed meczem z Beninem, w noc, gdy Lionel Messi pożegnał się z reprezentacją. Już wtedy był to emocjonalny moment dla całego kraju.

Ale niespodzianka kryła się w jego dłoniach: pojawił się z historyczną flagą podniesioną przeciwko Anglii podczas mundialu, tą z napisem „Malvinas są argentyńskie”. Symbol, który przemierzył drogę z jednego boiska na drugie, by zwieńczyć noc, której i tak nie da się zapomnieć.
Człowiek, który bronił kraju na wyspach, śpiewał u boku kapitana żegnającego się z koszulką. Dwie różne historie, to samo uczucie.

