Bonnie Blue miała podobno skrytykować Sydney Sweeney za „seksualizowanie kobiet” w sporcie.


Dla niektórych ta krytyka to czysta hipokryzja: jakie prawo do zabierania głosu ma ktoś, kto zarabia na prowokowaniu?


Dla innych samo przesłanie jest ważniejsze niż jego nadawca, a debata o tym, jak przedstawia się kobiety w sporcie, jest uzasadniona, niezależnie od tego, kto ją podejmuje. Co o tym sądzisz?


