Zoë Kravitz ma 35 lat i pewność, o której rzadko słyszy się w Hollywood: niezależnie od tego, czy zdecydujesz się na Botox, czy nie, czas i tak zmieni twoją twarz.

Powiedziała o tym w rozmowie z British Vogue, bez owijania w bawełnę. Stwierdziła, że woli inwestować swoją energię w „rozwijanie siebie” zamiast walczyć z lustrem. Doskonale zdaje sobie sprawę, że pewnego dnia umrze jak każda inna istota ludzka. A denerwowanie się tym, że nie wygląda już tak jak kiedyś, to po prostu marnowanie czasu, który jej pozostał.

Nie powiedziała, czy kiedykolwiek zdecyduje się na jakiś zabieg. Nie było to zresztą konieczne. Jasno dała do zrozumienia, że prawdziwe przygotowanie nie jest kwestią wyglądu, lecz wnętrza: zaakceptowania, że życie przynosi zmiany i że to właśnie opieranie się im naprawdę boli. Jej narzeczony, Harry Styles, zrozumiał ten przekaz na swój własny sposób: oboje mają takie same tatuaże.
