Tonda Dickerson obsługiwała stoliki w Waffle House w Grand Bay w Alabamie, kiedy stały klient o imieniu Edward Seward zostawił jej w ramach napiwku coś nietypowego: kupon loteryjny. Był 6 marca 1999 roku. Kilka dni później ten pomięty kawałek papieru był wart 10 milionów dolarów.

To, co powinno być szczęśliwym zakończeniem, dopiero się zaczynało. Czworo współpracowników pozwało ją, twierdząc, że zawarła z nimi ustną umowę o podziale każdej wygranej zdobytej dzięki losom rozdawanym w pracy. Sam Seward pozwał ją, domagając się ciężarówki, którą — jak twierdził — mu obiecała. Sądy za każdym razem orzekły na jej korzyść, ale IRS wszczął dochodzenie podatkowe, które zakończyło się długiem przekraczającym milion dolarów.

Nic z tego nie było jednak najgorsze. Wiele lat później jej własny były mąż, Stacy Martin, porwał ją, żądając części pieniędzy. Napiwek, który odmienił jej życie, ostatecznie stał się powodem, dla którego omal nie straciła życia.

