Samce tygrysów kopulują i odchodzą; tak było zawsze. Nigdy, przenigdy nie wychowują swoich młodych. Jednak tygrys oznaczony jako P-243 w indyjskim rezerwacie Panna złamał tę zasadę. “
Tygrys przez 2 lata regularnie spotykał tę samą samicę, aż ta padła, pozostawiając czworo zaledwie ośmiomiesięcznych młodych, zbyt małych, by przetrwać samodzielnie — i choć młode były jego, nie miał biologicznego powodu, by zostać…
Dlatego strażnicy zaczęli opracowywać plan uratowania ich i wychowania w niewoli. Nie było to jednak konieczne.
Kamery parku uchwyciły P-243 podczas polowania na krowę, ale nie zjadł ani kęsa. Zamiast tego zostawił ją w całości na terytorium swoich młodych. Później zrobił to samo z jeleniem.


Karmił je, a to nie wszystko — widziano, jak bawił się z nimi, uczył je poruszać się po dżungli, chronił je przed innymi zagrożeniami, a nawet odrzucał samice w rui, żeby nie porzucić swojego miotu. Tata na cały etat.
Specjaliści zajmujący się ochroną przyrody opisują to jako jeden z najbardziej niezwykłych przypadków opieki ojcowskiej, jakie kiedykolwiek odnotowano u dzikich tygrysów.

Tygrys P-243 miał partnerkę, opłakiwał jej stratę, przeżył żałobę i wychował swoje młode, po raz kolejny dowodząc, że choć natura i instynkty biorą górę, zwierzęta często mają większą świadomość i więcej serca niż wielu ludzi.
