Tim Curry zmarł we wtorek wieczorem w wieku 80 lat w swoim domu w Los Angeles. Nie żyje człowiek, który był doktorem Frankiem-N-Furterem — ten, który jako Pennywise w „To” przerażał całe pokolenia, aktor, który wypełniał teatry od Londynu po Broadway.

Ale zanim do tego wszystkiego doszło, była matka, która nie wiedziała, co czuć wobec takiej sławy.
Patricia Curry, sekretarka szkolna, zobaczyła swojego syna w musicalu „Hair” i przez cały spektakl, zawstydzona, ukrywała się z tyłu loży teatralnej. Lata później, gdy Rocky Horror uczynił z niego ikonę kultu, wyznała mu, czego naprawdę się bała: nie chciała, by tak wielkie zainteresowanie sprawiło, że straci kontakt z rzeczywistością.

Od ponad dekady Curry zmagał się z problemami zdrowotnymi, w tym z udarem w 2012 roku. Odszedł jako jeden z wielkich, choć dla swojej matki zawsze był przede wszystkim jej synem. 🎬

