Amerykańska Służba Pogodowa miała aktywny alert o poważnym zagrożeniu w Kansas City: porywy wiatru do 128 km/h, ryzyko tornada oraz oficjalne zalecenie, by trzymać się z dala od okien i pozostać w pomieszczeniach. Władze hotelu uruchomiły procedury bezpieczeństwa. Scaloni przesunął trening na 11 rano i odwołał popołudniową sesję.


Tymczasem w zadaszonej części hotelu drużyny kucharze argentyńskiej delegacji szli łeb w łeb z wiatrem, żeby żar nie zgasł. Bo musieli podać grilla. Z kaszanką, chorizo, grasicą, stekiem z łaty i żeberkami — wszystko przywiezione prosto z Argentyny — żeby nakarmić niemal 90 członków delegacji. Nie było burzy, która mogłaby to pokonać.

To Dibu Martínez opublikował to w swoich mediach społecznościowych, używając trzech słów, które podsumowują wszystko: „Pod wiatr i pod prąd”. To nie była metafora. To był dosłowny raport z nocy. Argentyna debiutuje we wtorek, 16 czerwca, przeciwko Algierii na Kansas City Stadium, gdy żar już wygasł, a brzuchy były dobrze napełnione. 🔥
