Jamie Lee Curtis ma 67 lat i już dawno przestała udawać.


W wywiadzie dla „Movies for Grownups” AARP, opublikowanym w marcu 2026 roku, aktorka powiedziała, że kiedy skończyła 60 lat, miała nieprzyjemną pewność: umrze „prędzej niż później”. Nie powiedziała tego ze strachem; powiedziała to jak ktoś, kto robi obliczenia. I ta kalkulacja całkowicie ją zmieniła. Przestała poświęcać czas toksycznym ludziom i relacjom, które nic nie wnosiły do jej życia, bo, jak przyznała, nie miała już czasu do stracenia.

Zdobywczyni Oscara w 2023 roku za „Wszystko wszędzie naraz”, Curtis wymierzyła także w Hollywood: opisała je jako pełen ageizmu, mizoginii i szufladkowania świat — ten sam, który obserwowała, jak niszczył jej rodziców, Tony’ego Curtisa i Janet Leigh, gdy starzeli się na oczach kamer. Dlatego, jak powiedziała, odkąd skończyła 30 lat, mentalnie „wycofuje się” z branży, która nie wybacza zmarszczek.


Dziś woli je pokazywać. „Wolność oznacza dla mnie zaakceptowanie pomarszczonej skóry i pokazywanie jej mimo wszystko” — oświadczyła. Wcześniej określiła skrajne operacje plastyczne mianem „estetycznego ludobójstwa”. Dla niej starzenie się nie oznacza rezygnacji: to jedyna uczciwa rzecz, jaka jej pozostała.
