

Laurence Van Wassenhove pozwała Orange w 2024 roku.
W 2002 roku kobieta poprosiła o przeniesienie do innego regionu Francji, jakiś czas po tym, jak firma zmieniła jej stanowisko i przydzieliła jej stałą pracę biurową, aby nie narażać jej zdrowia.
W tamtym czasie lekarz zakładowy uznał stanowisko, o które się ubiegała, za nieodpowiednie, ponieważ kobieta cierpiała na epilepsję i hemiplegię (porażenie jednej strony ciała). Mimo to firmie nie udało się znaleźć rozwiązania odpowiadającego obu stronom i nadal zatrudniała ją, nie przydzielając jej żadnych nowych obowiązków. Dlatego od około 2004 roku Laurence otrzymywała wynagrodzenie, nie mając biurka, współpracowników ani zadań.
Z tego powodu w 2024 roku pozwała firmę za mobbing psychiczny i dyskryminację: twierdzi, że izolacja wpłynęła na jej zdrowie psychiczne i doprowadziła do depresji. Odmówiła przejścia na rentę z tytułu niezdolności do pracy, ponieważ chciała nadal pracować.
Orange twierdzi, że próbowało dostosować się do jej sytuacji, ale powtarzające się zwolnienia lekarskie utrudniały jej powrót do pracy. „Otrzymywanie wynagrodzenia za niepracowanie nie jest przywilejem. Trudno to znosić”, powiedziała Van Wassenhove.
Kobieta, która od ponad 2 lat uczestniczy w postępowaniu sądowym, nadal nie doczekała się orzeczenia w tej sprawie. Co zrobilibyście na jej miejscu?

