Czternaście godzin na fotelu tatuatora. Tyle wytrzymała ta kobieta, aby pokryć całe plecy tym, co z dumą opisała jako dzieło sztuki.

Wrzuciła zdjęcia na X, przekonana, że spotkają się z aplauzem. Zamiast tego zalała ją lawina porównań, o które nikt nie prosił: wilgotne plamy, zagmatwane mapy, a na deser użytkownik, który bez ogródek stwierdził, że wygląda jak „toaleta na stacji benzynowej”. Wątek zapełnił się ludźmi dodającymi własne teorie na temat tego, co projekt właściwie przedstawiał.

Nie usunęła posta ani nie broniła się długimi wyjaśnieniami. Pozwoliła, by tatuaż mówił sam za siebie, podczas gdy reszta internetu nadal debatowała, czy to, co ma na plecach, jest sztuką współczesną, czy mapą przeciekającego sufitu.

