Rebecca Robinson, 33-letnia menedżerka produktu z Leeds w Wielkiej Brytanii, przez całą ciążę słyszała to samo: wszystko było normalne. Zmęczenie — normalne. Krwawiące dziąsła — normalne. Niski poziom żelaza — normalny. Nikt nie dostrzegł, co naprawdę działo się w jej organizmie.

W 40. tygodniu zauważyła niewielki guzek na dziąśle i poszła do dentysty, który wykluczył poważny problem, ponieważ jej ciąża była już tak zaawansowana. 26 kwietnia 2024 r., podczas porodu, rutynowe badanie przed znieczuleniem zewnątrzoponowym wykazało niski poziom płytek krwi. Wtedy zaczęły się pytania. Dziesięć dni po urodzeniu córki Annabel biopsja szpiku kostnego potwierdziła ostrą białaczkę szpikową, szybko rozwijający się nowotwór krwi.

Dwa dni po diagnozie rozpoczęła chemioterapię, nie mogąc karmić piersią ani przeżywać pierwszych miesięcy macierzyństwa tak, jak sobie wyobrażała. Do listopada 2024 r. przeszła cztery cykle leczenia, a dziś nadal wykonuje kontrolne biopsje co trzy miesiące. Kobieta ostrzega, że objawy tego nowotworu łatwo pomylić z powszechnymi dolegliwościami i że przy każdym nietypowym sygnale proste badanie krwi może zmienić wszystko.
