Czternaście lat małżeństwa, syberyjski husky o imieniu Lucas i rozwód, którego nikt nie wiedział, jak rozwiązać. Mąż nie chciał zatrzymać psa ani pozostać z nim związany, więc Doña Blanquita zrobiła to, co każdy zrobiłby dla dziecka: poszła do sądu.

Adwokatka Bellanila Andrea Hernández podjęła się sprawy bezpłatnie, przekonana, że zwierzęta jako istoty czujące również zasługują na ochronę konstytucyjną. Dziesięć miesięcy później w Villahermosa w Tabasco sędzia sądu rodzinnego orzekł na jej korzyść: były mąż musi płacić około 35 dolarów miesięcznie i pokrywać część wydatków weterynaryjnych Lucasa.

To zaledwie połowa tego, ile kosztuje właściwa opieka nad nim, ale to historyczny moment. Nigdy wcześniej meksykański pies nie otrzymał alimentów, a teraz każde zwierzę domowe adoptowane w trakcie małżeństwa może mieć takie samo prawo.

