Cameron Diaz ma 53 lata i właśnie powitała na świecie swoje trzecie dziecko. Ma na imię Nautas. Żadne z jej trojga dzieci nie rosło w jej łonie.
Raddix przyszła na świat w 2019 roku. Cardinal w 2024 roku. Teraz Nautas, w maju 2026 roku. Cała trójka urodziła się dzięki surogacji, według wielu mediów, choć para nigdy nie potwierdziła tego własnymi słowami; powiedzieli jednak, że aktorka przeszła kilka terapii leczenia niepłodności.

Benji Madden, jej mąż, ogłosił tę wiadomość na Instagramie rysunkiem pirackiego statku, a nie zdjęciem. Napisał, że są „szczęśliwi, podekscytowani i bardzo wdzięczni”. Ona nie opublikowała niczego w swoich mediach społecznościowych. Zostawiła jedynie komentarz z serduszkami.
Dziesięć lat temu Diaz zniknęła z filmu u szczytu kariery. Nie było skandalu ani publicznego wyjaśnienia. Po prostu odeszła, by stworzyć dom i rodzinę, z dala od kamer, które uczyniły ją sławną.

Teraz, gdy wróciła do aktorstwa, powrót przyniósł też zwykłe pytania: że jeśli ma pieniądze, by za to zapłacić, to nie jest to samo; że w wieku 53 lat nie powinna; że te dzieci nie są jej „prawdziwymi” dziećmi, ponieważ wszystkie zostały poczęte dzięki surogacji.
Ale jest prostsze pytanie, którego prawie nikt nie zadaje: jaki inny sposób istnieje, by mierzyć macierzyństwo, jeśli nie tym, jak długo ktoś zostaje, choć mógł odejść?

Łono nigdy nie było wymogiem. Zaangażowanie było nim zawsze.
