Są obrazy, których nie chcieliśmy zachować. Messi ze spuszczoną głową, z zagubionym wzrokiem, z ciężarem świata na tych barkach, które przez dwadzieścia lat niosły cały kraj. Nie tak. Nie zasłużył na takie pożegnanie.

Próbował. O chłopcze, jak on próbował. Zostawił na boisku wszystko, jak zawsze, aż jego nogi i czas — ten przeciwnik, którego nikt nie pokona — powiedziały mu: dość. Upadł w finale, w swoim ostatnim występie, a futbol wydał się trochę niesprawiedliwy wobec tego, który dał mu tak wiele.
Boli, bo to Messi. Bo przyzwyczailiśmy się, że rozwiązuje wszystko, że magia zawsze się pojawia. A dziś widok jego smutku łamie nam wszystkim serca.
Ale nie mylcie smutku z porażką. Przegranie finału nie wymazuje wiecznej kariery. Największy wciąż jest największy, nawet jeśli dziś płacze.
Dziękujemy za wszystko, Leo. Nawet w porażce byłeś ogromny.
Trzymaj głowę wysoko, kapitanie. Cały kraj bije ci brawo na stojąco.
