Na początku lat 90. Michael Corke pracował jako nauczyciel muzyki i przygotowywał się do swojego ślubu. Jednak wszystko się zmieniło, gdy zaczął cierpieć na dziwne zaburzenie, które całkowicie uniemożliwiało mu sen.

Początkowo lekarze sądzili, że to stres lub depresja, ale z upływem miesięcy jego stan szybko się pogarszał. Michael tracił równowagę i zaczął cierpieć na halucynacje, problemy z pamięcią oraz oznaki demencji.
Został przyjęty do szpitala University of Chicago, gdzie specjaliści odkryli, że cierpi na śmiertelną rodzinną bezsenność, niezwykle rzadką chorobę prionową, która niszczy część mózgu odpowiedzialną za regulację snu. Nawet śpiączka farmakologiczna nie zdołała sprawić, by jego mózg odpoczął.

Z powodu niemożności snu jego zdrowie fizyczne i psychiczne szybko się pogarszało. Michael Corke zmarł w 1993 roku, nie mogąc wyzdrowieć ani świętować swojego ślubu.
