Girilal Budhathoki chciał tylko wrócić do domu, by zjeść śniadanie z rodziną.

Spędził pięć lat z dala od Salyan w Nepalu, pracując jako kierowca śmieciarki w Timure w Rasuwa i oszczędzając pieniądze, aby podczas święta Dashain wrócić do swojej żony i czworga dzieci. W środę rano, gdy zauważył, że ruch całkowicie stanął, postanowił wcześniej zawrócić. Nie zdążył dotrzeć na podwórze swojego domu, zanim woda pojawiła się znikąd i porwała schronienie, w którym czekała jego rodzina, zabierając ich ze sobą.

Został uwięziony pod gruzami, z jedną ręką przygniecioną do ściany, aż w końcu udało mu się chwycić metalowy pręt poręczy, którą sam zbudował. Wspinał się powoli, kawałek po kawałku, obficie krwawiąc, aż odnaleźli go współpracownicy i przetransportowali drogą powietrzną do Szpitala Uniwersytetu Tribhuvana w Katmandu.

Z łóżka szpitalnego, mając 38 lat, Girilal powtarza, że nie otrzymał żadnych wiadomości na temat swojej żony ani czworga dzieci i wciąż kurczowo trzyma się nadziei, że znajdzie ich żywych.
