Luta Cruz miała 11 lat, gdy zaczęły jej rosnąć pierwsze bokobrody.

Była afrodescendentką z Chile i nagle włosy zaczęły rosnąć także na jej twarzy. Chcąc ją chronić, matka odkładała pieniądze na trwałe usuwanie owłosienia: przez sześć miesięcy maleńkie igły wypalały każdy mieszek włosowy. Jej twarz spuchła, zaczerwieniła się i pokryła alergiczną wysypką, a włosy nadal rosły. Gdy miała 13 lat, ginekolożka zdiagnozowała u niej zespół policystycznych jajników i przepisała jej tabletki antykoncepcyjne do końca życia. Brała je przez dziesięć lat. Włosy pozostały bez zmian.

Gdy miała 25 lat, endokrynolożka odkryła, że diagnoza od początku była błędna: Luta nie miała zespołu policystycznych jajników, była zdrowa i przez lata brała niepotrzebne jej tabletki.

Przez lata unikała dotykania twarzy ze strachu, że partner wyczuje włosy. Potem nadeszła pandemia, przestała je usuwać i w ciągu tygodnia po raz pierwszy zobaczyła swoją pełną brodę. Nagrała filmik, bardzo się bojąc, i spotkała się z najróżniejszymi reakcjami: obelgami, pytaniami o płeć, ale też ze wsparciem. Dziś podsumowuje to tak: „Nie ma znaczenia, jeśli nazwą cię brzydką. Najtrudniejsze jest to, że mówią ci, że jesteś mężczyzną”.

