Jorge Messi przez lata skrywał pewien sekret.

Podczas gdy świat znał go jako ojca i przedstawiciela Lionela, w Rosario grupa lekarzy wiedziała coś jeszcze: że to on opłacał bilety, koordynował zakwaterowanie i zajmował się dokumentacją, aby pielęgniarki i hematolodzy ze Szpitala Dziecięcego im. Víctora J. Vileli mogli szkolić się w Vall d’Hebron w Barcelonie, jednym z najważniejszych ośrodków transplantacji pediatrycznych na świecie.

Jak twierdzi doktor Juan Di Santo, jeden z tych, którzy ujawnili tę historię po jego śmierci, Jorge osobiście dopilnował każdego szczegółu; poprosił nawet jednego ze swoich synów, by pojechał czekać na lotnisku na specjalistów z Rosario.

Dzięki tej niewidzialnej sieci, którą zbudował, szpital w Rosario zdołał przekroczyć liczbę 100 przeszczepów szpiku kostnego u dzieci bez ubezpieczenia zdrowotnego — dzieci, które dziś mają przed sobą życie dzięki człowiekowi, który nigdy nie chciał, by poznano jego nazwisko.

