
Istnieje pasożyt, którego strategia przetrwania jest trudna do pojęcia: nie osiedla się w jamach ciała ani w płynach, lecz zamiast tego wnika bezpośrednio w żywą tkankę swojego żywiciela i pożera ją od środka, podczas gdy organizm nadal funkcjonuje.
To, co czyni go szczególnie niepokojącym, to nie tylko jego mechanizm działania, ale także zdolność do rozprzestrzeniania się bez natychmiastowego zauważenia przez ofiary. Uszkodzenia powstają po cichu, komórka po komórce, zanim na skórze lub w tkankach powierzchownych pojawi się jakikolwiek widoczny objaw. Zanim symptomy staną się oczywiste, wewnętrzna zmiana chorobowa rozwija się już od pewnego czasu. Władze zdrowotne w Stanach Zjednoczonych potwierdziły, że przypadki są odnotowywane w kilku obszarach kraju, co sprawiło, że pasożyt stał się przedmiotem aktywnego alertu epidemiologicznego.
Faktem, który najbardziej niepokoi specjalistów, jest jego zdolność do przystosowywania się do nowych środowisk i żywicieli. Nie rozróżnia wieku ani wcześniejszego stanu fizycznego. Każda osoba narażona na wektor transmisji, czy to poprzez bezpośredni kontakt, wodę, glebę czy skażone powierzchnie w zależności od gatunku, może stać się kolejnym żywicielem, nie zdając sobie z tego sprawy.
