Dolly Parton miała 80 lat, gdy trafiła do szpitala z powodu tego, co wyglądało na zwykły przypadek odwodnienia.

Był piątek, 21 sierpnia, w Nashville. Cztery dni później zmarła w Vanderbilt-Ingram Cancer Center, otoczona rodziną.


Jej przedstawiciele potwierdzili, że przyczyną była krótka walka z rakiem, choć nigdy nie ujawnili, na jaki typ chorowała.
Wcześniej TMZ ujawniło, że zmagała się również z problemami z nerkami i chorobą autoimmunologiczną, które nasiliły się w ciągu zaledwie kilku godzin.

Jak twierdzą osoby, które były przy niej, najtrudniejsze do zaakceptowania jest to, że nawet one nie przeczuwały, iż zbliża się koniec. Wiedzieli, że jej zdrowie było kruche, widzieli, jak odwoływała występy i pojawiała się za pośrednictwem wideorozmowy podczas otwarcia atrakcji w Dollywood, ale wierzyli, że wróci do zdrowia, tak jak zdarzało się to przy innych okazjach. Jej siostrzeniec Bryan Seaver musiał jako pierwszy przekazać łamiącym się głosem, że tym razem organizm Dolly nie zdołał wytrzymać. 💔
