Trzy gole w meczu z Beninem, pokaz dronów i głos Soledad Pastorutti. Najtrudniejsza chwila tego wieczoru na stadionie Monumental miała jednak dopiero nadejść.
Nadszedł czas pożegnania. W obecności ponad 85.000 osób Lionel Messi wziął mikrofon, a jego głos niemal od razu zaczął się łamać. „Trudno cokolwiek powiedzieć; jest tyle emocji, tyle spraw. Pierwsze, o czym myślę, to mój tata”, zaczął kapitan.

Przytłoczony ogromem pożegnania spuścił wzrok, by złapać oddech, zanim kontynuował. „Pozostaje mi tylko być wdzięcznym; noszenie tej koszulki było dla mnie wielkim zaszczytem, nawet w najtrudniejszych chwilach, jakie przeżywaliśmy”, powiedział. Dodał też: „Nigdy nie przestałem walczyć, stawiać czoła przeciwnościom i dawać z siebie wszystkiego”.
Najbardziej ludzki był sam finał: „To, że już nie wrócę, będzie wielkim bólem; chciałbym robić to przez całe życie, bo przysięgam wam, że to najpiękniejsza rzecz, jaka może was spotkać”.

