Dwa dni. Tyle czasu kotek spędził uwięziony na pływającej gałęzi na środku rzeki Songhua, w chińskiej prowincji Jilin, podczas gdy deszcze nadal podnosiły poziom wody wokół niego.

Nikt nie mógł się zbliżyć. Prąd był zbyt silny, a gałąź zbyt niestabilna. Wtedy pilot doświadczony w obsłudze dronów postanowił spróbować czegoś niekonwencjonalnego: użyć swojego sprzętu, aby dotrzeć tam, gdzie żaden człowiek nie mógł. Pierwsza próba się nie powiodła. Druga również. Ale nie poddał się i za trzecim razem, z niespodziewaną pomocą nieznajomego, który dołączył do akcji, osiągnął to, co wydawało się niemożliwe.

Ponad godzina napięcia, trzy próby i determinacja dwóch osób, które się nie znały, wystarczyły, by uratować zwierzę, któremu prawie nie zostało już sił. Czasem technologia nie zastępuje solidarności; po prostu daje jej nowy sposób, by dotrzeć na czas.

