

Cielę ledwo stało na własnych nogach.
Urodziło się tej samej nocy, na farmie w Indiach, gdy pora deszczowa przynosi ze sobą niewidzialnego wroga każdego noworodka: komary. Jego właściciel nie miał ani klimatyzowanej obory, ani pobliskiej kliniki weterynaryjnej. Miał za to coś prostszego i być może cenniejszego: starą moskitierę oraz postanowienie, by użyć jej do ochrony najmniejszego i najbardziej bezbronnego zwierzęcia w swojej zagrodzie.
Rozpiął ją więc na czterech palikach, tworząc prowizoryczny namiot dokładnie w miejscu, gdzie cielę odpoczywało obok matki. Bez słów, bez wielkiego gestu. Po prostu człowiek, który uznał, że to nowo przybyłe życie zasługuje na spokojny sen, bez zagrożenia chorobą, której można było zapobiec. W jakimś zakątku Indii ktoś przypomina ci, że troska nie potrzebuje luksusów, lecz jedynie gotowości, by podzielić się odrobiną tego, co masz.
