Nie ma nic bardziej eleganckiego niż jechać imprezować do innego kraju, żeby nikt cię nie zobaczył. To była dokładnie sekretna rutyna Ronaldo Nazário w czasach, gdy był gwiazdą Realu Madryt.

Fenomen ujawnił w Charla Podcast, że grał w sobotę, łapał lot do Paryża, w niedzielną noc bawił się na całego, a o 7 rano w poniedziałek wsiadał w samolot powrotny.
Do Madrytu przylatywał o 9:00. Trening: 10:00. „Robiłem to wiele razy” — wyznał ze śmiechem, z miną kogoś, kto nie czuje absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. 😂⚽

Jego filozofia była prosta i genialna: „W mieście, w którym grasz, albo urządzasz imprezę u siebie w domu, albo podpisujesz na siebie wyrok śmierci”. Więc się dywersyfikował.
A przy okazji Vampeta, jego kolega z Interu, zostawał w jego mieszkaniu i wypijał 100 butelek wina z piwniczki. A na dodatek wrzucił lód do butelki z 1976 roku, którą Ronaldo kupił w Paryżu za 10.000 euro. 🍷😭 Fenomen: nie do zatrzymania na boisku i poza nim. 🔥
