Leon Segura tylko przechodził obok.
Zobaczył ogień pochłaniający dom w Fort Worth w Teksasie i usłyszał coś, co zmieniło wszystko: krzyki uwięzionych w środku dziewczynek. Najpierw próbował wyważyć frontowe drzwi kopniakami, ale żar go odrzucił. Nie poddał się. Obszedł dom, znalazł z tyłu szklane drzwi i rozbił je gołą pięścią. Rozciął sobie ramię i dłoń, zawiązał chusteczkę na ustach, by filtrowała dym, i mimo wszystko wszedł do środka.

W środku znalazł dwie dziewczynki. Wyniósł je jedną po drugiej, zaledwie kilka sekund przed przybyciem strażaków, którzy przejęli akcję. W stanie krytycznym przetransportowano je śmigłowcami do oddziałów leczenia oparzeń. Według Straży Pożarnej w Fort Worth w domu mieszkało siedem osób: dwoje dorosłych i pięcioro dzieci. Jedna z tych osób nie przeżyła.

Nikt nie prosił Leona, by zatrzymał się tamtego popołudnia. Zrobił to, ponieważ mógł, ponieważ tam był, ponieważ nadeszła chwila, w której uznał, że jego ręce były dla niego mniej ważne niż życie tych dwóch dziewczynek.

