Wang Yanfang ma 60 lat i rutynę, którą niewielu by zrozumiało: każdego świtu, o 4AM, wstaje, by nakarmić ponad 1,300 bezpańskich psów, których nikt inny nie chciał.

To nie jest jej praca. Nikt jej za to nie płaci. Robi to od pięciu lat wraz z grupą kobiet, które postanowiły stworzyć w Chinach prowizoryczne schronisko dla zwierząt porzuconych przez ludzi na ulicy. Deszcz, zimno czy Sylwester nie mają znaczenia: każdego ranka są na miejscu z gotowym jedzeniem.

Zapytana, dlaczego to robi, Wang odpowiada prosto i szczerze: mówi, że te psy są jak jej dzieci i że nie mogłaby znieść rozłąki z nimi ani ich utraty. Czasem największa miłość nie szuka uznania; po prostu wcześnie wstaje i nadal się pojawia, dzień po dniu.
