Shelby Dawn Lashombe miała 25 lat i prowadziła zajęcia w liceum w Teksasie. Była także w związku z dwoma swoimi uczniami, obaj mieli 16 lat. Sprawa zakończyła się ugodą w ramach przyznania się do winy. Lashombe przyznała się do dwóch zarzutów niewłaściwej relacji między nauczycielem a uczniem, a w zamian prokuratorzy wycofali dwa poważniejsze zarzuty napaści seksualnej na dziecko.

Skazano ją na sześć lat okresu próby z odroczonym orzeczeniem kary. Zapłaci grzywnę w wysokości 1.000 dolarów, spędzi cztery weekendy w więzieniu i przepracuje 60 dni w ramach prac społecznych. Dzięki temu, że nie skazano jej formalnie za przestępstwo, uniknęła więzienia i wpisu do rejestru karnego, który ciążyłby na niej przez całe życie.
Podczas rozprawy jeden z elementów zeznań miał duży wpływ na decyzję. Ojciec jednego z uczniów powiedział sędziemu, że jego syn dobrze sobie radzi: ma dobre oceny, gra w futbol amerykański i został już przyjęty na kilka uniwersytetów. Poprosił, by nie wysyłano jej do więzienia ani nie obciążano jej na stałe wpisem do rejestru karnego, ponieważ jego syn nie chciał, by trafiła za kratki.

Pozostało jednak inne pytanie: co mierzy wyrok, gdy ofiarą jest osoba niepełnoletnia, a oskarżoną — dorosła osoba sprawująca nad nią władzę?

