Jodee Berry miała 26 lat i pracowała jako kelnerka w Hooters w Panama City Beach na Florydzie.
W kwietniu 2001 roku odbył się konkurs. Osoba, która sprzeda najwięcej piwa, miała wziąć udział w losowaniu, a nagrodą była nowa Toyota.
Sprzedała więcej niż ktokolwiek inny w swoim lokalu. A na początku maja wylosowano jej nazwisko.
Zawiązali jej oczy. Poprowadzili ją na parking, ze słońcem Florydy na twarzy i obietnicą czekających na nią czterech kółek. Wyobraź sobie te kroki. Wyobraź sobie, czego spodziewa się na końcu kobieta, która przez osiem godzin pracuje na nogach.

Zdjęli jej opaskę z oczu. Nie było samochodu. Była za to lalka Yody, ta z Gwiezdnych wojen. Zabawkowy Yoda. Toyota — dla żartu.
Kierownik się zaśmiał. Ona nie.
Tydzień później rzuciła pracę. A potem zrobiła coś, czego nikt nie spodziewał się po kelnerce stającej do walki z siecią: pozwała ją. Za naruszenie umowy i oszukańcze wprowadzenie w błąd, przed sądem hrabstwa Bay.

Firma będąca właścicielem restauracji zapowiedziała, że będzie bronić się w tej sprawie. Jej rzecznik powiedział, że nigdy nie było żadnej umowy o oddaniu samochodu. Według Hooters wszystko było żartem na prima aprilis.
Minął rok. W maju 2002 roku zawarli ugodę. Jej kwota pozostaje tajemnicą. Ale jej prawnik, David Noll, powiedział coś, co obiegło świat: za te pieniądze mogła wybrać „dowolną Toyotę, jaką chciała”.
Śmiech trwał minutę. Ostatnie słowo należało do niej.

