Holly Wiffen wyskoczyła z samolotu, tak jak robiła to już 425 razy. Tym razem, zaledwie kilka sekund po skoku, nad lotniskiem w Langar, niedaleko Nottingham w Anglii, 7 sierpnia, inny skoczek spadochronowy uderzył ją w głowę.

Straciła przytomność w powietrzu. Jej ciało spadało w swobodnym spadku przez niemal 12 000 stóp, a ona nie była w stanie otworzyć spadochronu. Odzyskała częściową świadomość dokładnie w porę, by otworzyć główny spadochron na wysokości 1 000 stóp, a zapasowy otworzył się dopiero na wysokości zaledwie 500 stóp nad ziemią. W efekcie opadała z prędkością od 40 do 50 mil na godzinę.

Drzewo iglaste wyhamowało jej upadek, który powinien zakończyć się tragedią. Wiffen, 35-letnia terapeutka stomatologiczna z Devon, złamała nogę i doznała złamania kręgosłupa. Sześć dni później podczas operacji w jej nodze umieszczono metalowy pręt. Cudem wciąż żyje, a nadal nie ma jasnego wyjaśnienia, jak udało jej się odzyskać przytomność dokładnie w chwili, gdy było to konieczne.

