Chelsea McGillivray miała 31 lat, a jej ciąża przebiegała idealnie.

Przyjechała na oddział porodowy w Glasgow o 8:30 rano. Dziewięć minut później urodził się Tommy. W ciągu tych samych minut serce Chelsea zatrzymało się z przyczyn, których lekarze wciąż nie potrafią wyjaśnić. Wykonano u niej pilne cesarskie cięcie, Tommy urodził się żywy, a przez wiele godzin całe zespoły z dwóch szpitali próbowały ją reanimować. Nie udało im się.

Jej szwagierka Lorna uważa, że ciało Chelsea wytrzymało dokładnie tyle, by jej syn mógł urodzić się zdrowy: „To była ostatnia rzecz, jaką mogła dla niego zrobić”. Tommy opuścił oddział intensywnej terapii noworodków kilka dni później, podczas gdy Jack Mitchell, jej partner, uczy się samotnie być ojcem, mierząc się z tym, co oboje planowali przez dziewięć miesięcy. Nigdy nie pozwolą Tommy’emu zapomnieć, kto sprowadził go na świat.

