Messi zapłakał po swoim pierwszym golu przeciwko Algierii. Było to w meczu otwarcia Mistrzostw Świata 2026 w Kansas City, po zdobyciu hat-tricka, który powinien być wyłącznie powodem do świętowania.
Niektórzy mówili, że były to łzy presji. Inni twierdzili, że nie mógł już dłużej dźwigać ciężaru tej koszulki. Nikt nie zapytał, co działo się w domu.

Dwa dni później nadeszła odpowiedź, której nikt nie chciał sobie wyobrażać. Rodzina Messiego potwierdziła, że Jorge, jego ojciec i wieloletni przedstawiciel, przechodził poważne problemy zdrowotne. Był pod opieką medyczną. Wracał do zdrowia, zgodnie z oświadczeniem. Jego stan poprawiał się, jak mówili, choć jego organizm zawodził już od końca 2025 roku.
Jorge nie pojechał na te Mistrzostwa Świata. Celia, jego matka, również nie. Po raz pierwszy od lat Messi grał bez nich na trybunach. A jednak grał, wygrywał mecze i uśmiechał się do kamer, nosząc w sobie wiadomość, którą nie zdecydował się podzielić ze światem.
W tamtych tygodniach wielu komentowało jego poziom, zachowanie, charakter. Krytykowali go za to, że nie grał zgodnie z oczekiwaniami, że wyglądał inaczej, że w niektórych akcjach sprawiał wrażenie nieobecnego.
Nikt nie wiedział, że był nieobecny tylko myślami, a nie na boisku.
7 sierpnia, po zakończeniu turnieju, Jorge zmarł w Rosario. Miał 68 lat. Rodzina nigdy nie ujawniła, jaka choroba go wyniszczała. Nie prosili też o współczucie, gdy jeszcze żył.

Messi grał na tych Mistrzostwach Świata, podczas gdy jego ojciec powoli umierał w innym kraju. A mimo to wychodził na boisko, gol za golem, podczas gdy media społecznościowe debatowały, czy zasługuje na noszenie tej koszulki.
Byli kibice, którzy domagali się wyjaśnień z powodu jednej łzy. Nikt nie domagał się szacunku dla syna, który w milczeniu tracił ojca.
Następnym razem, gdy ktoś osądzi zawodnika za ponurą minę, powinien najpierw zapytać siebie, czego nie wie.
