Rywalizacja między Meksykiem a Argentyną opuściła boiska piłkarskie i przeniosła się prosto do studiów telewizyjnych, a tym razem starcie było naprawdę bezlitosne. Po tym, jak kontrowersyjny argentyński prowadzący Eduardo Feinmann odpalił lont ostrymi wypowiedziami, które zraniły meksykańską dumę, odpowiedź z azteckiego kraju nadeszła z siłą huraganu, dając jasno do zrozumienia, że nie zamierzają już pozwalać na ani jeden przejaw braku szacunku.
Przed kamerami meksykański dziennikarz rozłożył na czynniki pierwsze rzekome „wyjaśnienie” Feinmanna, obnażając go przed milionami widzów krytyką, która ugodziła głęboko.
Dla meksykańskiego dziennikarstwa słowa Feinmanna nie były szczerym wyjaśnieniem, lecz raczej desperacką i wykalkulowaną próbą oczyszczenia swojego wizerunku bez wycofywania się. Atak meksykańskiego prowadzącego trafił prosto w sedno:
„Tak bardzo zaplanował swoje przemówienie, że w żadnym momencie nie był w stanie wypowiedzieć słowa „przepraszam”. Wiecie dlaczego? Z arogancji”, wypalił bez wahania, oskarżając Argentyńczyka o brak pokory potrzebnej do uznania międzynarodowej zniewagi.
„W Meksyku bardzo dobrze wiemy, kim jesteśmy i ile jesteśmy warci… To wy potrzebujecie nas bardziej”
Medialny kontratak nie ograniczył się do wskazania braku wyraźnych przeprosin. Meksykański prezenter stwierdził, że postawa Feinmanna odzwierciedla część prasy, która uważa się za nietykalną za mikrofonem, ale drży, gdy opinia publiczna domaga się od niej odpowiedzialności. Nazwał go aroganckim i oskarżył o używanie retoryki do maskowania swojej buty.
